Red River II 24-25.04.10

24-25 KWIETNIA 2010 BIAŁA PODLASKA

Strona polska nie przyglądała się temu z boku i aktywnie włączyła się do obrony swoich wschodnich granic. Napięta sytuacja na granicy trwa już prawie rok. Ostatnimi czasy raport szpiegowski doniósł, że dowódca wojsk białoruskich, ten który był odpowiedzialny za sytuację sprzed roku, dostał ponownie przydział do służby w siłach granicznych. Napięcie sięgnęło zenitu… Rząd Białoruski stwierdził w nocie dyplomatycznej, że ma już dość wojsk polskich na swoim terenie, i dał im 12 godzin na opuszczenie ich terenu. Swego poparcia władzom białoruskim udzielił Kreml. Wojsko graniczne RP musi podjąć kroki w celu zapewnienia pokoju, a jednocześnie wyjść z twarzą z sytuacji…”

http://www.asg-szerszen.org/

„Po incydencie na granicy polsko-białoruskiej światowa opinia publiczna zamarła. Konflikt stał się tak bardzo realny. Rada ONZ pośpiesznie ogłosiła zebranie w celu próby rozwiązania zaistniałego problemu. Rada bezpieczeństwa ONZ zażądała natychmiastowych wyjaśnień ze strony rządu białoruskiego. Oczywiście władze Republiki Białoruskiej całkowicie odcięły się od poczynań swojego dowódcy, nakazały wycofanie się wszystkich jednostek z terytorium Polski, a "sprawcę" całego zamieszania (dowódcy strony Białoruskiej) oddelegowała w głąb kraju. Oczywiście nie wszyscy w Radzie Bezpieczeństwa nie dali wiary zapewnieniom strony Białoruskiej, i postanowiła zwiększyć kontyngent sił pokojowych na polsko-białoruskiej granicy. Wymuszona współpraca władz białoruskich z ONZ stworzyła sytuację, w której część terenu granicznego po stronie białoruskiej przejęło wojsko strony PL.
Marines on mission: Sgt. J.Cravener „Atreides” , Cpl. M.Adanusiński , Cpl. E.C.Ramirez , Pvt. V.May „May'u” , Pvt. M.Williams „Łyli” , Pvt. C.J.Hunt „Chris” , Recruit K.Malinowska „Malina”
Na misji Red River II działaliśmy jako MGP"Pluton", na miejsce dowiózł nas "Plutonobus" (mały autobusik wynajęty przez Pluton), do przejechania było ponad 100km więc nie obyło się bez integracji i malowania penisów na zaparowanych szybach. Na miejsce dotarliśmy późnym wieczorem, w ciemnościach rozbijaliśmy namiot by móc wyspać się przed walką. Ktoś wczesnym rankiem wyrwał nas ze snu, szybkie śniadanie, nabijamy magi, kleimy miny, oznaczamy mapy, malujemy mordy i wymarsz.
Docieramy na miejsce, "o jak ładnie mostek i rzeczka, idealne miejsce do obrony" – nic bardziej mylnego.

Zwiedzamy okolicę i bierzemy się za budowę umocnień z materiałów dostarczonych przez orgów, w tym czasie rozstawione są już 3 posterunki obserwacyjne w tym jeden na terenie wroga.

Umocnienia już gotowe, nadchodzi wieczór, wszyscy wracają na naszą stronę rzeki, najbardziej wysuniętym posterunkiem pozostaje most.

Zapada zmrok, robi się zimno, co chwilę słyszymy szmery w krzakach nieopodal, otwieramy ogień i nastaje cisza, robi się coraz zimniej, woda w rzece jest cieplejsza od powietrza, zaczyna parować, osadza się na naszych ubraniach gdzie zamarza. Nasze morale topnieją, kilkukrotnie podrywamy się do fałszywych alarmów.

Wczesnym rankiem wróg pojawia się na naszych tyłach, zadaje ciężkie straty tamtejszemu posterunkowi jednak atak udaje się odeprzeć. Mijają kolejne godziny znowu robi się ciepło nareście można coś zjeść i napić się ciepłej herbaty. Dostrzegamy wroga po drugiej stronie rzeki, po kilkudziesięciu minutach rozpoczyna się wymiana ognia, dzięki naszym fortyfikacjom nie mamy większych strat za to eliminujemy kilku wrogów.

Koniec gry już blisko lecz wymina ognia trwa cały czas, wróg jest już mniej agresywny, a nasze morale rosną. Nastaje koniec rozgrywki, pakujemy sprzęt i wracamy do namiotu, okazuje się że wrogie komando zabrnęło aż na offgame i wysadziło nasz namiot. W drodzie powrotnej "Plutonobus" robi przystanek przy mcDonaldzie spotykamy tam zarówno naszych jak i cały autokar niedawnych wrogów, wymieniamy się z nimi złośliwościami, pakujemy się do busa i ruszamy w drogę do Warszawy.
M. Wiliams & V. May

Comments are closed.